Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Get Lucky Tour-podsumowanie
#1
Wielkimi krokami zbliża się koniec trasy Get Lucky. Związku z tym chcę stworzyć zbiorczy wątek, w którym będziemy wymienić spostrzeżenia dotyczącej tegorocznej trasy. Co nas zaskoczyło? Co oceniamy na plus, a co na minus? Czy setlista była dla was optymalna, czy czujecie się rozczarowani.

Gorąco zapraszam do dyskusji Uśmiech
Odpowiedz
#2
Dobry temat. Myślałem o nim za 5 dniUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#3
"Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy..."
Odpowiedz
#4
Ta trasa jest dla mnie, najważniejsza z dotychczasowych, bo byłem jej aktywnym uczestnikiem.
Przeżyłem, lub raczej przeżywam koncert we Wrocławiu.
Śledzę poszczególne koncerty, jestem z Markiem we wszystkich tych miejscach, czytam relacje Guya.
Słucham koncertu z Wrocławia.

Zawsze jest jakiś niedosyt....
Są niespodzianki: choćby set lista była znana od dawna, ale ilość utworów z płyty GET LUCKY zaskakuje.
Odstwienie Local Hero, choć PTTE nie jest gorszy.
Siedzący Mark, siedząca publika....
Mimo to emocje WIELKIE...
Galaktyczny koncert we Wrocławiu...
Nie byłem nigdzie indziej, ale czułem, że ten występ był wyjątkowy.
Wspaniala publiczność od pierwszych chwil do momentu barbarzyńskiego zapalenia światła.

Sposób gry całego zespołu.
'Live' lepsze od nagrań studyjnych.

Wyciągnięte z zapomnienia utwory, których ukryty potencjał został wykorzystany na koncertach (vide Coyote)

Skromność zespołu a jednocześnie Wielka Muzyczna Uczta...
Skromna scenografia, zero efekciarstwa, ale Wielki perfekcyjny spektakl.
Siła wielkiego zaangażowania wszystkich muzyków.
Mark grający perfekcyjnie z wyjątkowym vocalem (czystym, dokładnym, czytelnym).

Mark Knopfler jak wino im starszy tym lepszy...
Szkoda, że tylko raz w Polsce.
Utwory Dire Straits oczywiste, konieczne, przepiękne,cudnie wykonane, ale moim zdaniem wcale nie najlepsze z całej listy ...

Wiele emocji, wspomnień i czekanie na więcej...
Odpowiedz
#5
Bardzo ładnie to opisałeś ArrrekUśmiech

Zastanowiło mnie u Ciebie to zdanie:
"Utwory Dire Straits oczywiste, konieczne, przepiękne,cudnie wykonane, ale moim zdaniem wcale nie najlepsze z całej listy ..."

I pomyślałem sobie, że gdyby Mark zdecydowal kiedyś aby na koncertach każda płyta DS miala swojego przedstawiciela to bardzo bym chciał usłyszeć:

z Jedynki nic bym nie zmieniał to muszą być Sułtani
z Communique: "Wher Do You Think You're Going"?
z MM Romeo zamieniłbym na Tunnel of Love
z Love Over Gold nic bym nie zmieniał a więc Telegraph
z Brothers tytułowy tak wiec bez zmian
i z ostatniej płyty której bardzo mi brakuje na koncertach wybrałbym "You And Your Friend"

To oczywiście marzenia bo wszystkie moje propozycje DS były grane na koncertach i grane są do dziś ale to daje wynik 6 utworow DS a potem np. kolejne 9 z solowego dorobku co wydaje mi się słusznym podzialemUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#6
To może jest tak, że utwory Dire Straits są nam tak dobrze znane, że każdy dzwięk gramy z zespołem, one są genialne, ale słyszeliśmy je setki razy na koncertach, płytach, trudno jest nas nimi zaskoczyć, choć wciaż chwytają za serce.
Natomiast utwory solowe, nawet te dobrze nam znane, koncertowo ciągle są nieograne, zagadkowe, wciaż do odkrywania i chyba o to mi chodziło
Odpowiedz
#7
Może czas na moje podsumowanie:

Zacznę od tych negatywnych przemyśleń:

-zdecydowanie setlista; bez utworów z najnowszego krążka
-zamieniłem bym chętnie Coyote czy Prairie Wedding na chociażby Remembrence Day czy So far from the clyde
-18 a nie 15 czy nawet 14 utworów
-zdecydowanie lepsze gadżety koncertowe
-tylko jeden występ w Polsce ( nie wiem, kto za to odpowiada, ale chyba brak właściwego PR)
-brak nadziei na oficjalne DVD
-miałem wrażenie, że Richard coś w tegorocznym tourze przygaszony i gdzieś na uboczu
-brak w scenografii pięknej gitary z okładki BiA Uśmiech
-może lepsze wykorzystanie ekranu
-ciągle powtarzane teksty Marka, zaczyna być to nudne
-Sułtani swingu to już nie to..jak dla mnie mało dynamiczne i grane trochę na odwal-bo trzeba.

Co do pozytywów to oceniam, że koncert wrocławski był niesamowity. Nie warto tutaj rozwodzić się nad stroną artystyczną, Mark był w formie a grane utwory były świetnie zaaranżowane. Zaangażowanie całego zespołu, w szczególności Michael'a McGoldrick'a, oceniam na plus. Widać, że nadal się tym bawią i mają wielką satysfakcję z granych kawałków.

Możliwość kupienia oficjalnego pendrive'a oceniam za fantastyczną gratkę dla fanów.
Odpowiedz
#8
A jakiego Paula Dawid?Uśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#9
Już poprawiam: chodziło mi o Michael'a McGoldrick'a Uśmiech. Pisząc myślałem chyba o zupełnie czymś innym Uśmiech
Odpowiedz
#10
A tak myślałemOczko W sumie na upartego można byłoby Paula Crockforda wziąć pod uwagę bo też jest zaanagażowanyUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#11
To teraz pare slow ode mnie.

W zasadzie nie czuje po tej trasie niedosytu jesli chodzi o doswiadczenia koncertowe, moze dlatego ze dane mi bylo byc na dwoch koncertach, w tym jeden, ten w RAH, to zdecydowanie najpiekniejsze koncertowe wydarzenie mojego zycia - tak sam koncert jak i towarzyszaca mu otoczka. Jesli chodzi o forme, styl i sposob w jaki Mark wykonal swoje zadanie to nie mam zadnych zastrzezen. Dlatego zwroce uwage na sprawy, ktore wywolaly we mnie niezbyt przychylne reakcje:

1) to ma byc trasa GL? Nie nie i jeszcze raz nie. 3 utwory z GL w RAH, 2 we Wroclawiu. Juz tak mam, ze mogac posluchac MK raz na dwa lata chcialbym ucieszyc ucho jak najwieksza iloscia nieslyszanych wczesniej kawalkow. Niestety.
2) calkowite niewykorzystanie telebimu. co to ma byc - ujecie paru sekund i to wcale nie tych najatrakcyjniejszych??
3) utwory DS - mam calkowicie odmiennie zdanie od np. Robsona. Ja nie chce DS na koncercie Marka. Uwazam, ze chlop ma bardzo bogaty repertuar solowy ktory moglby spokojnie zastapic stare szlagiery. CO wiecej, wcale nie podobaja mi sie jakos bardzo nowe aranzacje np. TR, ani tez nie zaliczam np. Sultanow z tras od 2005 do super wykonanych. Chce kopa w SoS czy epickiego wypasu w TR to sobie wlacze Alchemie albo Bazylee, ew. jakis koncert z trasy STP. Dzisiaj chetniej slucham Marka nie-dsowego.

Za to jak zwykle uklony dla imprez towarzyszacych - zlotu, akcji koszulka, oficjalnych bootlegow, organizacji Braci Forumowej, audycji Roberta. To wszystko razem daje baaardzo pozytywny wpis w kalendarzu Anno Knopflerum 2010: zaliczony. Uśmiech
You do what you want to
You go your own sweet way...
Odpowiedz
#12
I pięknie BETUśmiech Ale żeby bylo ciekawiej to ja w pełni podzielam Twoje odczucia bo właściwie Mark nie musialby już grać DS bo tak jak wspomnaiłeś jego dorobek solowy jest ogromny. To co napisałem wcześniej to miałem na myśli gdyby, coś na zasadzie co chcielibyście z każdej płytyUśmiech Ja już gdzieś o tym pisalem powstaje pytanie czy on sam chce, czy nie chce ale musi jak to skwitował wtedy Olaph72 grać DS. Myśle że ma świadomość że utwory DS wiele znaczą dla ludzi bo przecież towaszyszą im od początku (wspomnienia, doświadczenia, różne sytuacje i chwile to wszystko jest drogocenne) i na pewno nie zrezygnuje z DS bo i dla niego są ważne. Mniejsza o to że w moim odczuciu solowe numery bardziej zaskakują i na nich cały zespół kładzie jakby większy nacisk. Tylko 4 utwory DS to jest moim zdaniem znamienne ale może jest tak jak pisze Arrrek one na koncertach też ewoluowały, zmieniały się i zaskakiwały, znamy je dobrze pod róznymi odsłonami a teraz Mark pokazuje swoje solowe numery od zupełnie innej strony niz studyjne oryginały. Zawsze powtarzam przy podobnej dyskusji że nigdy bym nie pomyślał aby np. "Money For Nothing" kiedyś odpadło. A jednak.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#13
Do podsumowania mojej przygody z trasa GL zbierałem się od pewnego czasu. Nie do końca jednak wiedziałem co napisać, bo odczucia różne...
Ale może po kolei.
Koncert wrocławski był najsłabszym koncertem MK, na jakim byłem. Nie poraził mnie nastrojem, czego wątpliwą zasługą był potężny zaduch (źle to znoszę). W zasadzie na początku drugiej dekady XXI stulecia „szłoby” bardziej ucywilizować takie miejsca jak Hala Ludowa. To już nie tylko wymóg komfortowy, ale normalne następstwo rozwoju cywilizacyjno-społecznego.
Druga sprawa: nagłośnienie. Koszmar. Zero selektywności (przez pierwsze kilka utworów wcale nie słyszałem gitary Knopflera. Przez większość koncertu perkusja odbijała się echem po sali, wracając do mojego miejsca i powodując dysonans odsłuchowy. Smaczki, w wykonaniu McGoldricka które nota bene wyłowiłem słuchając pokoncertowego nagrania, na samym występie prawie niedoslyszalne. Fatalnie nagłośniony koncert, w porównaniu z katowickim „Spodkiem” Hala Ludowa poległa z kretesem. Szkoda.

Trzecia kwestia: poprzednia trasa ujmowała uroczą oprawą koncertową, podświetlony na niebiesko Strato, pyszniący sie na scenie przed koncertem podsycał oczekiwanie na pierwsze dźwięki, kawałek pudła rezonansowego Nationala urzekał. A tutaj? Sami widzieliście.

Marka Knopflera ZAWSZE będę odbierał przez pryzmat DS. Jest to związane z moją młodością, energią, która wtedy rozpierała mnie z mocą atomu oraz osobistymi wydarzeniami z tamtych dni.
A jak DS to i klasyki: SOS, TR oraz BiA. I tu uwaga koncertowa: Może niech MK przestanie grać już te w/w numery, ponieważ straszliwie spłyca ich wykonanie i niestety nie oddaje tego, co stanowiło ich siłę i energię. 100 razy bardziej podobał mi się Hill Farmer Blues czy Speedway to Nazareth niż klasyki DS. Solówka w TR to ledwie cień wykonań koncertowych sprzed 20 lat. SOS także. I zakończenie utworu jakby o jakieś 4 takty zbyt mało. Może się czepiam, ale po 30 latach słuchania SOS w najróżniejszych wykonaniach koncertowych, to w pewnych chwilach brzmi jak nieudolne karaoke. Wiem, mocne słowa. Ale... Panie Marku! Proszę nie zabijać legendy, którą Pan stworzył!!! Proszę Pana, ja się domagam, aby Knopfler grał tylko solowego Knopflera!

Muszę jeszcze bardziej pomarudzić na temat setlisty. Zdecydowanie za mało utworów z Get Lucky. Osobiście nie jestem fanem Done with Bonaparte, wolał bym zdecydowanie True Love to Never Fade w wykonaniu sprzed 2 lat. Lub cokolwiek innego. Na przykład Remembrance lub tytułowy z ostatniego wydawnictwa Get Lucky.

Z plusów: dobry wokal. Zdecydowanie lepiej niż np. 5 lat temu. Kilka znakomitych chwil: wspomniane Hill FB, Speedway, Piper to the End (dlaczego zawsze jak tego słucham mam ochotę zanucić Darling Pretty ?) fajna wersja mojego ulubionego What It Is oraz Sailing. Bardzo miłe spotkanie pokoncertowe, „czerwona” fala przemierzająca wrocławskie ulice z dumnym herbem na piersi. Sam wyjazd do Wrocławia – bezcenny. Koncert oceniam surowo - mam swoje wymagania, bo zostałem przez Obywatela Marka Knopflera przyzwyczajony do duchowych uniesień i najwyższej klasy doznań muzycznych. Tym razem słabiej. Ale to moja subiektywna opinia. Gdyby to był mój pierwszy koncert MK - byłbym w siódmym niebie. A tak.. Sam żeś Panie Marku to uczynił Oczko

Reasumując: miałem nadzieję na udany koncert i taki był. Z kilkoma minusami. Generalnie wyjazd udany. Chciałem jednakże w tym wątku pokazać minusy, które w generalnym rozrachunku NIE PRZESZKADZAŁY a jedynie troche zawiodły moje oczekiwania. Z całą pewnością przy następnej okazji znowu chętnie zauczesniczę w koncercie MK Uśmiech

Zawsze chciałem zobaczyć DS i nigdy się to nie udało. Miałem nadzieję, że będą jakieś obchody 30-lecia DS, potem że 25 lecia BiA. I że tak, jak robi Roger Waters dostaniemy trasę na jubileusz z najlepszych czasów DS. Wiemy że to się nie stanie. Może i lepiej... patrząc na STINGA, który reaktywował the Police na serię koncertów. Legenda pozostanie legendą...

A w głośnikach Sydney 1986... Oj, szkoda że nie ma oficjalnego DVD...
Odpowiedz
#14
Raingod

Z przyjemnoscia przeczytalem to co napisałeś, ja jeszcze myślę nad tym, niemniej jednak w wielu kwestiach się zgadzam z TobaUśmiech
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#15
Jutro ostatni koncert Get Lucky tour to i ja się pokusze o kilka słów podsumowania choć tak naprawdę ciężko bedzie uniknąć powtórek z wątku kiedy dzieliliśmy sie wrażeniami bezpośrednio po koncercie.
Dla mnie koncert cudowny. Kolejny koncert marzeń, myślę, że porównywalnie równie piękny i udany co poprzedni z trasy Kill To Get Crimson tour choć odbierałem go trochę inaczej a to ze wzgledu na układ sceny i publiczności. Tak daleko od Marka to jeszcze nie bylem, no może kiedy przyjechał do nas po raz pierwszy do Kogresowej. A wiec kontakt z maestro był słabiutki nie widziałem tych wszystkich palcówek, nie widzialem skupienia na jego twarzy. To dopiero miało się zmienić na "Brothers In Arms", So Far Away" i Piper To The End" wtedy z kolei 'uciekł" wokal ale i tak bylo warto. Dzięki Mirku zapisaleś się do historiiUśmiech
Tym razem oprawa znacznie skromniejsza, ten wielki model gitary strato robił wrażenie dwa lata temu, ale nie liczylem na powtórkę, ekran faktycznie wykorzystany minimalnie i właściwie jakby go nie bylo, trochę szkoda ale ponownie mogliśmy sie skupić wyłącznie na muzyce a ona tego wieczoru w Hali Stulecia zabrzmiala wybornie. Troche sie martwilem o dźwięk podczas "Border Reiver", "What Its Is" i "Sailing To Philadephia" na "Coyote" moje wątpliwości na szczeście zostały rozwiane. Byłem bardzo daleko od sceny bo siedziałem obok drugiej konsolety (nawet na chwile nie mogę się z nią rozstaćUśmiech) i słyszalem wszystko rewalacyjnie ale też rozumiem wszystkich którzy opuszczali Halę Stulecia z uczuciem rozczarowania właśnie przez nagłośnienie. Tak już mam że jak jestem z czegoś bardzo zadowolony to chcialbym aby wszyscy odczuwali to szczeście podobnie, ale niestety nie udało się...
Nie liczyłem też że nowa płyta bedzie przeważać na koncercie zresztą wiedzieliśmy o tym wcześniej i podobnie jak na poprzednich trasach nowy materiał pojawiał sie w śladowych ilościach. Chyba musimy sie do tego przyzwyczaić i nie przywiązywać do tego aż tak dużego znaczenia bo Mark z zespołem wygląda na to że taką ma strategię. Mają zgrany i przygotowany konkretny set i tego sie trzymaja. Oczywiscie rozumiem wszystkie narzekania na nudy w setliscie i że nic sie nie dzieje bo wszędzie mniej wiecej to samo ale też bardzo spodobało mi sie to co napisał kiedyś Kuba że to ma być jak przedstawienie w teatrze, sztuka zagrana od poczatku do końca. Powstaje pytanie: wyreżyserowana? Troche tak, ale i też pozwalająca na spontaniczność, luz czy wirtuozerię. Koncert Marka Knopflera nigdy nie będzie koncertem życzeńUśmiech
Jak patrze na to co do tej pory napisalem to musze raz na zawsze zweryfikować podział na DS i MK solo a właściwie nie chciałbym wprowadzać jakiegokolwiek podziału ale muszę w końcu sam przed sobą napisać to bardzo wyraźnie: niech Mark nie przestaje grać DS na koncertach bo podobnie jak dla Wojtka Raingod to wspommnienia i czar minionych dni, tak kształtowała się moja muzyczna wrażliwość i to się nie zmieni i ja też patrzę na MK przez pryzmat DS bo innej drogi nie ma ale ja chcę DS na koncertach, mimo wszystko. Sułtani, Romeo, Telegraph, Brothers, So Far Away. Tylko pięć i aż pięć. Gra je od 30 lat. Troche sie zmieniły, może nawet rockowy pazur lekko sie stępiłUśmiech
Ale będzie mi czegoś brakować kiedy będę wychodził z kolejnego koncertu MK nie słysząc DS. Ja już to wiem. Marti fajnie napisał że ta wersja Sułtanów jakaś taka leciutka, knajpiana czy staromodna. Jakoś mi to nawet pasuje do Sułtanów kiedy pomyślimy jak ta opowieść sie rodziła i gdzie należy jej szukać w historii. Romeo to była cudowna wersja. Telegraph z wejściami MK zbyt łagodny, za malo rockowy ale to akurat nie jest odkrycie tej trasy. Brothers zawsze bedzie dla mnie najważniejsze... So far away wciaż zachwyca choć liczylem na dluższe intro.
Ale to i tak w moim odczuciu był koncert bardzej rockowy niż poprzedni i podobnie jak dwa lata temu odkryciem był John McCucker tak teraz mogliśmy podziwiać Michaela McGoldricka który do muzyki MK wprowadził mnóstwo niezapomnianych smaczków i elementów. Nie będę wymieniał wszystkich utworów w których jego obecność była kapitalnym pomysłem ale "Speedway at Nazareth" TO JEST TO. Mając takiego instrumentalistę w zespole można wzbogacać muzykę do niepojetych wyżyn i obszarów. Może nawet liczylem że on wykona wstęp do "Brothers In Arms" ale dlaczego miałoby być podobnie jak w 1992/93 z Chrisem White'em?
Nie można pominąć faktu że Mark Knopfler jest w kapitalnej formie wokalnej. To jest ten sam poziom co na poprzedniej trasie, nawet ta jego charaktetystyczna chrypka powraca nie wiem tylko czy to naturalnie czy efekt 65 koncertu w Polsce. Jako gitarzysta bez dwóch zdań jest dla mnie nr. 1 a to akurat też żadne odkrycieUśmiech Generalnie było magicznie a jednym wielkim minusem był tylko jeden koncert GLTour na moim koncie.

Jeszcze kika ważnych PS.

ps. możliwość zakupu pendriva z rejestracją koncertu to niezwykła pamiątka. Szkoda że nie od 2001 roku. Rekompensuje to brak albumu koncertowego ale nie oficjalnego DVD np. z ostatniej trasy.

ps.2 Bardzo sympatyczne spotkanie po koncercie w klubie "Przekret" do białego rana. Dzięki Maćku

ps.3 Fantastyczne czerwone koszulki made in Raingod

p3.4 Świetne gadżety w sklepiku. Tradycyjna book tour, polowanie na czapeczkę zakończone i odznaki to co cieszy mnie dodatkowo (Mirku dzięki za pomoc)
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#16
Myślałem, myślałem i... nic nie wymyśliłem. W takim razie powiem krótko-rewelacyjna impreza pokoncertowa, wielkie ukłony do samej ziemi dla Maćka za organizację, Wrocław po 7 latach wzbudził we mnie emocje, wspaniali fani, cudowne koszulki Raingoda, ale był to muzycznie/akustycznie najgorszy koncert MK na jakim byłem... Masakra o tyle dziwna, że MK ma wspaniałych akustyków, koncert w hali-więc dlaczego było jak było? Mieli przecież próbę dźwięku? Chyba, że to kwestia mojego miejsca na sali, dlatego to moje subiektywne zdanie.
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#17
Dzięki Palo - ogromnie było miło gościć Cię w Twoich stronach Uśmiech

P.S.
Za artystów i nagłośnienie niestety nie odpowiadam Oczko

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#18
Po krotkiej nieobecnosci, pojawiam sie znowu. Urlop rozstroil mnie i jakos trudno sie zebrac by cos napisac, Obiecuje jednak ze w tym tygodniu podsumuje tegoroczny tour Get Lucky. Moze zaczne juz dzis.
1. po pierwsze - primo - dzieki Get Lucky Tour poznalem wielu zagorzalych forumowiczow (Londyn, Wroclaw, Luxemburg); ten Tour byl wiec nie tylko przygoda muzyczna ale i ciekawym doswiadczeniem innych ludzi Uśmiech Dziekuje

2. Hmm, udalo mi sie zobaczyc 9 koncertow Marka, na kazdy jechalem z wielkim zaciekawieniem i wracalem naladowany pozytywnymi emocjami, wzruszeniem i przemysleniami. Wiekszosc koncertow widzialem w niemczech, dwa w londynie, jeden w Luxemburgu i ten niezapomniany ze wzgedu na atmosfere i brac asuncioncentrohistorico.com we wroclawiu.

3. Najwieksze hmm (trudno ocenic) wrazenie wywarl we mnie pierwszy koncert Marka w Royal Albert Hall, akustycznie, artystacznie bajecznie. Ta sala , Ci ludzie i 4 fuksiarze z biletami od cinkciarza Uśmiechna dole. Kazdy pozniejszy koncert porownywalem mimo woli z tym pierwszym. przed Tourem mialem wykupione bilety na Londyn, Frankfurt, Manheim i Wroclaw, ale w miare gdy zanurzalem sie w Tour dokupowalem kolejne nieplanowane wczesniej: Köln, Oberhausen i Würzburg. Na koncert bralem zawsze kogos ze znajomych i zawsze wracali z koncertu zadowoleni. Raz nawet kolega chcial z mojego siedzenie zrobic ogrodek, bo wczesniej nie zabralem go na koncert, ale udalo mi sie zbiec i moje siedzenie sluzy do tego do czego ma sluzyc czyli do kopaniaUśmiech

4. Mialem pewne oczekiwania do Set Listy (Remebrance day, Before Gas§TV) troszke malo utworow z najnowszej Markowej plyty a przeciez tyle tam perelek. Fakt ze slyszalem na zywo oprocz wszechobecnych Border i Piper rowniez Clenning my gun, Monteleone, czy Get Lucky, ale czuje niedosyt. Jakby nie mowic Mark moglby wiecej wyciagnac z tego skarbca zwanego od wrzesnie 2009 "Get Lucky". Mam cicha nadzieje, ze Mark przy nastepnej trasie uraczy nas wiekszy iloscia utworow z ostatniej plyty. Poza tym fajnie bylo uslyszec jeszcze raz Speedway, Marblatown czy Telegraph. Wyrzucilbym z listy Sultanow i So far away a na miejsce ich dal Tunnel of love czy czy Once Upon a time, Lista byla bardzo stabilna i przewidywalna choc i tak widze postep, Mark zrobil kilka niespodzianek np The fish ... w Köln. prosilbym o wiecej zmian, przeciez chlopaki cwiczyli ponad 30 utworow. Mimo wszystko jestem zadowolony z set listy markowej. Utworem ktory najbardziej mna potrzasnal i wyciskal piekne emocje byl Piper to the end. Najlepsze utwor z trasy, piekne zakonczenie i pozeganie z nami, mysle ze nie na dlugo.cdn
Odpowiedz
#19
5. Kiedy doszly do mnie wiadomosci o tym ze Mark ma problemy z noga, zaczalem sie bac czy napewno wytrzyma takie napiecie, tyle koncertow, obawialem sie ze czesc moze zostac odwolana, rowniez bylem ciekawy, skoro bedzie siedzial to jak bedzie gral. I tu bardzo mile zaskoczenie - mark na krzeselku jest rowniez dobry jak Mark na stojaco. Do tego wysmienita forma glosowa. Pod koniec Tour mniej utworow, mysle ze chlopcy a szczegolnie Mark juz byl bardzo zmeczony. Tak go podziwiam za tempo. Ktory z artystow takiego formatu i w takim wieku gra koncerty codziennie?

5. Swietny pomysl z pendrive`mi. Miec mozliwosc odsluchac koncert po koncercie, by jeszcze na nowo go przezyc i moze nowe rzeczy zauwazyc, ktore uciekly Live, np: Wroclaw.

6. Najslabszy koncert (mowie o akustyce) Wroclaw, reszta swietne, bardzo dobry koncert na swiezym "wozduchu" w Würzburgu.

7. Dzieki za pomysl z koszulkami, zakupilem ich chyba z 5, tylko jedna mi sie ostala reszte rozdalem - Mark rowniez otrzymal co to byla za akcja. Dzieki Reingod.

8.jesli chodzi o pamiatki, koszulki i inne gadzety a zwlaszcza poster z Markiem i jego autografem troche za drogie. No coz nie ma lekko. Choc bylem przed wczoraj na koncercie Mother Tongue, zespolu ktoy jest malo znany (koszulki rowniez po 15 - 20 Eur0)

9. Muzycy wylaczajac Marka - wszyscy swietni, bardzo mile zaskoczenie jesli chodzi o udzial McGlodrica. Tak jak ktos juz wspomnial - troche przygaszony Richard Bennett. Nie widzialem zadnego slabego ogniwa w tym zespole, wszyscy wirtuozi. Widac ze muzycy rozumieja sie bardzo dobrze i na scenie i poza nia. Musi panowac miedzy nimi bardzo dobra atmosferaUśmiech Set lista ulozona tez troche pod innaych muzykow by mogli sobie pograc np . Bonaparte (wiecej szkocji!!!)

10. Na koniec musze stwirdzic iz Mark na zywo jest lepszy od Marka w studio. Zycze Mu i nam by wydal jeszcze wiele pieknych plyt i bysmy mogli Go podziwiac jak najczesciej Live rowniez w PL.
Odpowiedz
#20
Pięknie Mirku pięknieUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "DOWN THE ROAD WHEREVER’ TOUR 2019 darco 6 104 34 minut(y) temu
Ostatni post: Robson
  GET LUCKY TOUR Robson 803 192,393 15.06.2013, 21:42
Ostatni post: YARO
  Brawo Za Koszulki Na Tour 2006 aaadam 9 7,833 26.08.2011, 17:24
Ostatni post: eliasz
  Trasa Get Lucky z konsolety! koobaa 189 60,580 21.07.2010, 14:19
Ostatni post: aaadam
  Get Lucky Tour 2010 - setlista marzeń filipk91 18 10,049 21.04.2010, 11:33
Ostatni post: filipk91
  Get Lucky Tour Diary 2010 Robson 10 6,181 20.03.2010, 21:37
Ostatni post: macsa
  Koszulki na tour 2010 :) Raingod 42 43,408 25.01.2010, 17:26
Ostatni post: Robson
  K T G C Tour 2008 Robson 280 75,075 13.01.2010, 15:08
Ostatni post: filipk91
  Get Lucky Tour - miejsca stojące skyliner81 2 3,844 17.11.2009, 22:55
Ostatni post: JK7
  Promo tour w Polsce Robson 6 4,760 20.10.2009, 09:40
Ostatni post: pogdan

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości